Podróże Polska Przyroda

Zimowe tatrzańskie marzenie

Od piaszczytych plaż i wyniosłych klifów, przez dzikie lasy i pofalowane pojezierza, po stożki wygasłych wulkanów i skaliste górskie szczyty… Do wyboru – w skarbach polskiej przyrody można przebierać do woli. I do koloru – bo co roku podziwiać je można w czterech odsłonach. I to właśnie w Polsce uwielbiam. Tę nieskończoną możliwość odkrywania, zarówno miejsc dotąd mi obcych, jak i tych już mi znanych, ale w zupełnie innej scenerii.

Z każdą kolejną podróżą po Polsce, kawałek po kawałku zostawiam w jej zakątkach moje serce. Coraz ostrzej widzę drzemiące w naszej przyrodzie piękno i coraz bardziej je doceniam. A miejsca mi bliskie i dobrze znane, paradoksalnie, zamiast powszednieć, stają się dla mnie coraz bardziej niezwykłe. Jakże prawdziwe są słowa „cudze chwalicie, swego nie znacie”. Nie potrzeba przecież dalekich podróży, by odkrywać piękne, ciekawe, dzikie miejsca. Mamy je tutaj, na wyciągnięcie ręki. I chociaż nie powylegujemy się na plaży w cieniu palmy, nie poobserwujemy wybuchów gejzerów i nie spotkamy kangura, to jestem pewna – podróże po Polsce potrafią być naprawdę fascynujące. A poznawanie skarbów jej natury może stać się przygodą na całe życie.

Weźmy Tatry. Wielu mogłyby uznać je za kierunek oczywisty i „oklepany”. I trochę racji będą mieli, jako że do Tatr rokrocznie ściągają rzesze turystów. Ale dzieje się tak nie bez powodu – góry te są niepowtarzalne i niezmiennie potrafią wzbudzać zachwyt, nie pozostawiając miejsca na nudę czy rozczarowanie. Łańcuch Tatrzański jest bowiem wyjątkowy, i to pod wieloma względami. Przede wszystkim wyróżnia się rozmiarami – wypiętrzony w ostatniej orogenezie (alpejskiej) jest górotworem młodym i najwyższym w Polsce. Wysokość właśnie, w połączeniu z historią, pamiętającą trzykrotne zlodowacenie, zadecydowała o tym, że dziś Tatry poszczycić się mogą unikalną w skali kraju rzeźbą polodowcową wysokogórską. Występuje w nich również pełna piętrowość klimatyczna i roślinna, łącznie z piętrem alpejskim. Są prawdziwą krainą rozmaitości, a w ich krajobrazie znajdziemy szeroką gamę kształtów, roślin, barw. Łagodne porośnięte trawami grzbiety, nagie poszarpane szczyty, opadające ze skalnych progów wodospady, potężne świerki, potoki o krystalicznej wodzie, malownicze stawy, w których przeglądają się otaczające je góry, jaskinie…

To właśnie te powody nie raz już przyciągnęły mnie w Tatry. Mimo to wciąż nie znałam ich zimowego oblicza, a jego odkrycie długo pozostawało w sferze moich marzeń. Ciekawa byłam bajkowych widoków, ale też zapachów i dźwięków wypełniających tatrzańskie powietrze o tej porze roku.

I całkiem niedawno udało mi się to marzenie zrealizować. Pobyt w górach nie należał jednak do typowych dla mnie. Ze względu na zalegający śnieg i trudne warunki nie zapuszczałam się ani w wyższe partie gór, ani w miejsca zagrożone zejściem lawiny. Spacerowałam jedynie bezpiecznymi dolinami – i to naprawdę wystarczyło mi do szczęścia. Tatry nawet z niższej perspektywy, bez zdobywania szczytów, dostarczyły mi niezliczonych zachwytów. A było czym się zachwycać: górami obsypanymi, niczym cukrem pudrem, śniegiem, skutymi lodem stawami, zamienionymi w białe tafle, śnieżnymi dywanami w mgnieniu oka pokrywającymi się tropami dzikich zwierząt, drzewami uginającymi się pod grubymi warstwami białego puchu…

Cudnie maszerowało się po tych grudniowych Tatrach. Wsłuchując się w skrzypiące śniegiem kroki, akompaniowane przez rytmiczny oddech i przytłumione bicie serca. Cała reszta była ciszą, tylko od czasu do czasu mąconą pojawieniem się innego turysty (i parę razy niestety śmigłowca TOPR-u). Dzięki temu doświadczyłam chyba najbliższego dotychczas spotkania z tymi niezwykłymi górami. W spokojnej, refleksyjnej atmosferze, bez gwaru, jaki towarzyszy wyprawom w sezonie. Góry mają w sobie zresztą coś nieziemskiego, sprawiającego, że czuję się w nich wyjątkowo. Mała, a zarazem wielka w obliczu ich majestatu i ogromnych przestrzeni. W samym środku, a zarazem poza jakąś większą rzeczywistością. Jest coś naprawdę magicznego w tych, wydawałoby się, bezlitosnych, obojętnych olbrzymach. Coś, co powoduje, że chce się w nie wracać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.