Polska Przyroda

Z zimowych kronik Puszczy

Długo kazała na siebie czekać. Ponure dni mijały jeden za drugim, zlewając się w bezkształtną szaroburą masę, a widok za oknem przyprawiał o typową dla późnej jesieni (choć ta, jeśli trzymać się kalendarza, dawno już minęła) chandrę. Nadzieję przykryła warstwa błota i zbutwiałych liści…

 W głębi duszy powoli godziłam się więc z myślą, że i w tym roku nie będzie mi dane się z nią spotkać. Żeby całkiem nie ulec smętnemu nastrojowi, zaczęłam snuć wizję wiosny. Wyobraźnia podsuwała mi obrazy mgieł unoszących się nad bagnami, zieleniejących łąk pokrytych rosą… W uszach dźwięczał przejmujący krzyk żurawi… I kiedy tak myślami byłam już daleko stąd, nadeszła ona. Szybko sprowadziła mnie na ziemię, ale już jakby do innego świata. Bo gdy odsłoniła poły swojego białego płaszcza, dosłownie zaczarowała wszystko wokół…

Elegancka, delikatna, ale stanowcza. Prawdziwa zima.

Razem z bajkowymi, śnieżnymi widokami przyniosła radość ze skrzypiących kroków, rumianych policzków i oszronionych kosmyków. A także jedną z moich ulubionych lektur – puszczańskie kroniki, zapisane w śniegu dziesiątkami, setkami, tysiącami tropów. Historie małe i duże, niekiedy proste i czytelne, a czasem trudne do zrozumienia, jednak niezmiennie działające na wyobraźnię. Kiedy pozwolimy im się poprowadzić, wszystkie zmysły zanurzając w otaczającą nas naturę, zobaczymy między ich kartami najpiękniejsze ilustracje. Bo czy może być coś piękniejszego niż spotkanie oko w oko z bohaterami tych dzikich kronik?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.