Polska Przyroda

Zielony Suwalski Park Krajobrazowy

Wszechogarniająca, hipnotyzująca zieleń i magiczna gra światła na łagodnie pofalowanych wzniesieniach. Do tego łąki i pastwiska nakrapiane głazami. I jeziora o lustrzanych taflach, po których leniwie płyną białe obłoki… Suwalskiemu Parkowi Krajobrazowemu nie sposób odmówić uroku. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, gdy tylko moja noga postanęła na suwalskiej ziemi w jej późnowiosennej odsłonie. Zresztą niech o malowniczości i wyjątkowości tego regionu zaświadczy też fakt, że, ustanowiony w 1976 roku, został pierwszym parkiem krajobrazowym w Polsce.

Swoją niezwykłą rzeźbę Suwalski Park Krajobrazowy zawdzięcza plejstoceńskiemu lądolodowi skandynawskiemu, który z jego ziem ustąpił przed około 10 tysiącami lat. Ta stosunkowo niedawna obecność lądolodu dziś manifestuje się przede wszystkim obfitością form akumulacyjnych (głównie moren, ozów i kemów), o znacznych jak na północ naszego kraju wysokościach względnych, oraz wytopiskowymi i rynnowymi jeziorami, wśród których znajduje się to najgłębsze w Polsce – Hańcza. Efektownego młodoglacjalnego krajobrazu dopełniają liczne głazy narzutowe, sprawiające wrażenie pokruszonych i porozrzucanych przez jakiegoś baśniowego olbrzyma skał. I właściwie nie odbiega to dalece od prawdy. W rzeczywistości bowiem to gigantyczny lądolód tysiące lat temu przywlókł fragmenty skał ze Skandynawii oraz Bałtyku i pozostawił je na naszej ziemi, ozdabiając nimi łąki, pastwiska, brzegi jezior.

Chyba nie przesadzę mówiąc, że Suwalski Park Krajobrazowy jest tak piękny, iż w dowolnym jego zakątku można by rozstawić sztalugi i przenosić na płótno wspaniałe pejzaże (pod warunkiem zaopatrzenia się w duże ilości zielonej farby). Albo zwyczajnie rozłożyć koc i kontemplować urodę krajobrazu. A ponieważ pełno tu otwartych bezleśnych przestrzeni – lasy pokrywają zaledwie jedną czwartą powierzchni parku – młodoglacjalną rzeźbę terenu ze wszystkimi jej urokami można podziwiać w pełnej krasie. I właśnie z tego względu, choć na co dzień jestem wielką miłośniczką lasów, tu akurat wcale mi ich nie brakowało. Tym bardziej, że mogłam bez problemu podglądać też lokalną faunę. I mam na myśli nie tylko nieśpiesznie przeżuwające soczystozieloną trawę krowy, ale również pełne gracji wędrujące po łąkach żurawie, czy zwinne lisy i zające czmychające po pagórkach.

Świat zwierząt i roślin oraz niezwykłe ukształtowanie terenu – to wszystko splata się tu ze sobą, tworząc piękny, przepełniony jakimś niewypowiedzianym spokojem spektakl. Naprawdę wydaje się, że czas płynie tu wolniej, a nawet, że dawno temu całkiem się zatrzymał. Absolutnie niesamowicie jest móc tak wyraźnie (choć oczywiście erozja zdążyła już zrobić swoje) zobaczyć formy wyrzeźbione przez lądolód tysiące lat temu i na własne oczy przekonać się o jego niegdysiejszej potędze. To jak stąpanie po kartach podręcznika do geografii, którego słowa, jedno po drugim, materializują się przed nami, wywołując coraz to kolejne zachwyty.

6 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.