Polska Przyroda

W biebrzańskiej krainie łosi

W poszukiwaniu pięknych, ale niezbyt wydeptanych szlaków, ponownie obrałam północno-wschodni kierunek. Tym razem moim celem był Biebrzański Park Narodowy.

Przez całą długość tego największego spośród rodzimych parków narodowych, błękitnymi wstęgami płynie dzika, życiodajna rzeka – Biebrza. To ona gra tutaj pierwsze skrzypce i w dużej mierze decyduje o bagiennym charakterze regionu. Jej dolina daje schronienie prawdziwemu bogactwu gatunków i stanowi ostoję ptaków o światowej randze. To tu najliczniej na terenie naszego kraju gniazduje m.in. zdobiący logo parku batalion – rzadki w Polsce ptak lęgujący na obszarach podmokłych. Także tutaj znajduje się największa w kraju ostoja łosia, będącego chyba zresztą niepisanym symbolem tych terenów (a który z kolei swojego wizerunku użycza Kampinoskiemu Parkowi Narodowemu).

Nad Biebrzę jechałam pełna oczekiwań. Liczyłam na piękne krajobrazy, na spokojne, niezatłoczone ścieżki, na możliwość obserwowania dzikich zwierząt, w tym przede wszystkim na spotkanie łosi. W końcu gdzie, jak nie tu?

Już od samego przyjazdu moje życzenia spełniały się jedno po drugim. Moim oczom co i rusz ukazywały się nowe krajobrazy, każdy mający w sobie inny czar. Pod stopami to miałam wydmę, to bagno, to drewnianą kładkę. Jednym razem stąpałam po lekko już wyschniętych tropach sarny, innym – po ledwo co odbitych śladach lisich łap. Szlaki były ciche. Choć powietrze wypełniał jeszcze ciepły zapach lata, po turystach prawie nie było śladu. Częściej miałam za to okazję spotykać mieszkańców parku: pływające po wodach Biebrzy łyski, czaple przelatujące pomiędzy meandrami rzeki, kunę przeskakującą z gałęzi na gałąź. Łosie, choć na nie nastawiłam się najbardziej, zdawały się jednak omijać mnie szerokim łukiem. By mieć niemal stuprocentową pewność, że zobaczę je jeszcze podczas tego pobytu nad Biebrzą, miałam dwie możliwości: bardzo wczesnym rankiem wybrać się na wieżę widokową lub zajrzeć do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt. Wybrałam więc obydwie opcje 🙂

Wyruszenie o świcie nawet dla samego pokonania trasy o tej magicznej porze dnia warte było poświęcenia w postaci nieprzyjemnej pobudki. Mijając po drodze spowite mlecznobiałą mgłą pola i wstępując do cichego, wciąż lekko pogrążonego w ciemności lasu, doznania miałam bowiem zupełnie inne niż za dnia. Tym bardziej, gdy na trasie wędrówki natrafiłam na świeże tropy wilka. Chociaż moim marzeniem jest zobaczyć wilka w jego naturalnym środowisku, to jednak wiedząc jak trudno o takie spotkanie, już sama świadomość, że niedługo przede mną stąpał on po tej samej ziemi co ja, sprawiła mi ogromną radość. Radość, którą dodatkowo spotęgowały widoki z wieży –  malownicza panorama doliny Biebrzy oraz przechadzające się po rozległych łąkach najpierw jeleń, później łoś. Cudownie było obserwować z oddali te majestatyczne zwierzęta. Ale tego dnia czekała mnie jeszcze jedna miła niespodzianka – spotkanie w ośrodku rehabilitacji pięknej łoszy, dostojnie przechadzającej się po wybiegu na swoich długich tyczkowatych nogach. Moja pełnia szczęścia została tym samym przypieczętowana.

Do domu mogłam więc wracać spełniona i bogatsza o wiele pięknych wspomnień i doświadczeń. I po raz kolejny utwierdzona w przekonaniu, że wschodnia Polska jest super!

2 Comments

  1. Jak zawsze ciekawy, poetycki wręcz opis, ozdobiony pięknymi zdjęciami! Miejsce faktycznie wydaje się zaklęte i pełne bogactwa zarówno wspomnianych gatunków, jak i widoków 🙂 Dzięki zamieszczonym kadrom można wędrować poprzez trawy i bagna razem z Tobą – super uczucie! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.