Polska Przyroda

Pachnące wspomnieniami Bory Tucholskie

Zdarza Wam się pod wpływem zapachu po raz kolejny przeżyć tę samą chwilę? Wygrzebać spod grubej warstwy okruchów czasu najodleglejsze wspomnienia? Uśmiechnąć pod nosem albo poczuć dreszcz niepokoju?

Mnie zapachy regularnie zabierają w rozmaite miejsca i momenty z przeszłości. Są one dla mnie zresztą, obok muzyki, w pewnym sensie sposobem na zapisywanie i uruchamianie wspomnień, za co je uwielbiam – zwłaszcza że moja „zwykła” pamięć bywa zawodna. Dużo łatwiej, niż konkretne wydarzenia i szczegóły, jest mi przywołać dawne odczucia i obrazy, a używam do tego właśnie zapachów. Uwielbiam to uczucie, kiedy po wyłapaniu jakiegoś aromatu, wracają do mnie towarzyszące mu emocje sprzed lat, szczególnie jeśli wiążące się z nimi wspomnienia są wyjątkowo przyjemne. Choćby teraz, pisząc ten tekst wśród unoszącego się w powietrzu zapachu zaparzonej mięty, czuję się jak u babci, u której napar z zebranej w ogrodzie świeżej mięty zwykle piło się odpoczywając beztrosko na trawie pod jabłonią albo przed domkiem w otoczeniu róż. Wtedy obowiązkowo słodziłam go łyżeczką (no, może dwiema :)) cukru i dlatego do dziś, mimo że od kilku lat słodzę właściwie jedynie kawę, lubię do naparu z mięty dodać trochę cukru. Dzięki temu jeszcze łatwiej podróżuje mi się w czasie i odświeża stare pozytywne emocje.

Wśród całej palety cudownych zapachów jest taki jeden, który darzę wyjątkowym sentymentem. To zapach lasu sosnowego, nierozerwalnie kojarzący mi się z Borami Tucholskimi. Nie bez powodu – spędziłam w nich całkiem spory kawałek mojego dzieciństwa. I tak jak trudno zliczyć, ile razy już w nich byłam, tak nie sposób też opisać wszystkich wrażeń i zachwytów, jakich mi one dostarczyły. I właśnie dlatego – a mimo że dla wielu mogą nie być niczym więcej ponad zwykłe lasy – mnie nie nudzą się one nigdy i wciąż chętnie w nie wracam.

Obłędny zapach, promienie słońca prześlizgujące się pomiędzy pniami drzew – lasy sosnowe same w sobie mają niezaprzeczalny urok. A Bory Tucholskie to zdecydowanie więcej. To jeziora i rzeki, wokół których tętni dzikie życie. To przelatujące nad głową łabędzie, skrywające się nad brzegiem rzeki zimorodki. To sarny przechadzające się po łąkach o poranku. Dla mnie to też pływanie łódką z dziadkiem po zielonych wodach Wdy, rodzinne spacery nad ukryte w lesie jezioro, palce brudne od jagód… I wiele innych, wspaniałych wspomnień, po które nadal wracam w to niesamowite miejsce.

6 Comments

  1. Opis wspomnień niczym „proustowska magdalenka” – bardzo smakowity :)). Dla mnie Bory Tucholskie to również zapach jaśminu, konwalii czy margaretek, igliwia i pól, szum lasu, plusk wody oraz świetliste odbłyski i zroszone poranki…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.